W wielu miastach Polski szkoły językowe informują o powstaniu długich list oczekujących na kursy językowe. Zainteresowanie zajęciami z angielskiego, niemieckiego czy hiszpańskiego przewyższa możliwości prowadzonych grup, co skutkuje zamykaniem zapisów w ciągu kilku dni od ogłoszenia rekrutacji.
Kursanci i osoby planujące naukę donoszą, że często muszą dodawać się do list rezerwowych lub zapisywać na kolejne edycje, które będą realizowane dopiero za kilka miesięcy – jeśli szkoła w ogóle planuje takie uruchomić. W niektórych placówkach taka sytuacja trwa nieprzerwanie od kilku lat.
Przyczyny tego stanu rzeczy są wielorakie:
- rozwój rynku pracy wymagający znajomości języków obcych;
- rosnące koszty życia skłaniające wiele osób do zwiększenia kwalifikacji;
- ograniczona liczba grup, lektorów oraz sal szkoleniowych;
- wysoka popularność nauki w trybach intensywnych lub dwujęzycznych.
Szkoły językowe starają się reagować – otwierają nowe grupy, poszerzają ofertę online, stosują zapisy sezonowe i listy rezerwowe. Jednak wielu kursantów pozostaje niezadowolonych z konieczności oczekiwania i braku dostępności kursów w dogodnych porach.
Eksperci podkreślają, że sytuacja wymaga lepszego koordynowania podaży kursów z rosnącym zapotrzebowaniem – zarówno ze strony sektora prywatnego, jak i publicznego. Zwracają uwagę, że cyfryzacja zapisów, plany kursów z dużym wyprzedzeniem oraz finansowanie ofert dostępnych dla szerokiego grona mogą być kluczowe, by rozładować kolejki.
W międzyczasie kursanci zachęcani są, by: z wyprzedzeniem śledzić ogłoszenia szkół językowych, zapisywać się zaraz po uruchomieniu rekrutacji, rozważać formy nauki online lub wybierać grupy spoza godzin szczytu, jeśli to możliwe.